it’s been a while
Trochę minęło od ostatniego nietrzeźwego wpisu. Moim noworocznym postanowieniem będzie zatem to, żeby trochę mniej mijało od wpisu do wpisu.
A tymczasem ok. 1500 zdjęć z jednej z trzech parapetówek……….
Na nietrzeźwo, trzeźwe rozkminy.
I wanna play a game with you, Majkel rozpocząłem dzwoniąc do Nona o 00:30 w nocy. Wiedziałem, że jest już w domu, po zaskakującym powrocie z miasta Gostyń.
Well I wanna play a game, Peter odpowiedziałem będąc nie do końca trzeźwym. Szczerze mówiąc – obydwaj jesteśmy pijani.
Ale to raczej nic złego. Wręcz odwrotnie, bo dzięki temu jesteśmy w stanie napisać coś razem (dosłownie razem) pomimo dzielących nas tysięcy kilometrów.
Alkohol i wszelakiego rodzaju środki odurzające przy odpowiednim podejściu dają nam niesłychaną wenę. Ale mnie komar ujebał - pisze do mnie Piotrek, na bardzo fajnym komunikatorze AQQ.

To jest nic, u mnie w pokoju latają ich tysiące- odpisał Majkel, z którym to jeszcze trzydzieści minut temu chciałem zagrać w grę. W grę, jaka bawił się Jigsaw, aka nagrałem już kurwa sześć pił, ale nadal żyje, pomimo tego, że mam raka mózgu i krtani… Och te przydomki, co bohater to inny. Właściwie to my też mamy bohatera wieczoru.
AH! jaka szkoda, że już pojechałem, żałować będę swojego czynu do końca mego życia. Plusem jest to, że tata Karoliny strasznie szybko zapierdalał. Have you ever heard about beer?
Actually, I have. Kurde, widzę, że Majk koniecznie nawiązuje do angielska. I w sumie nie dziwie mu się. Ma się bowiem czym pochawlić, tak samo zresztą jak i ja. Oralne matury się skończyły, a nie da sie ukryć, że właśnie ze zdolności lingwistycznych byliśmy najlepsi.
Pomimo, jakże słabych ocen semestralnych w naszym wykonaniu. Jedyne czego pragnę to wyjść i pokazać zaświadczenie o 19 punktach na 20 z języka angielskiego, angliście, który wystawił mi dostateczny na świadectwie. Pytanie brzmi: Czy egzamin maturalny był sprawdzeniem naszych umiejętności? Jeśli tak, to nauczyciele nie potrafią ich ocenić. Piotras poszedł się wykąpać, a mój wzrok co raz bardziej się rozmywa.

Piotras już właściwie wrócił, niestety jego wzrok się nie polepszył. Podobnie nie polepszyły się nasze oceny z polskiego. Nie zebyśmy przywiązywali do tego jakaś wagę, ale kurde, skoro zdaliśmy razem z Majkelem polski na 20 punktów (tak, zdaliśmy na 100% i podkreslamy to na każdym kroku), to chyba należy nam się coś więcej niż dostateczny, ajjj.
Czy matura to odzwierciedlenie umiejętności? Stanowczo krzyknę nie i pójdę spać! Znajdując się na granicy dwóch światów – fantastycznego i realnego, wybieram ten drugi – dzwonie sam do siebie, przynajmniej tak mi się wydaje…
Nie dzwonisz sam do siebie. Ja dzowoniłem do ciebie, bo po prostu zasnąłeś. Polifoniczna melodia soniego ericcsona chyba jednak nie daje rady, dlatego posyłam elektroniczne brzmienie Royksoppu i klasyczne electro depechów na twoje aqq, stary.
Budzę się opuszczając kolorowy świat snów. Nie żałuję – nigdy nie słyszałem tego skandynawskiego brzmienia. Ach, piękno, piękno. Przekonaj mnie, że od dnia piękniejsza jest noc – śpiewa nasz bardzo zaprzyjaźniony zespół. Moje pytanie brzmi: Czy trzeba kogoś przekonywać?
kawa i papieroski
Jezu, jak się cieszę. Cieszę się, że nie muszę już oglądać wiadomości, czytać gazet i njusów internetowych. Nie muszę wiedzieć, która partia ma obecnie największe poparcie, kto jest ministrem czego i kto ostatnio bawił się wibratorem w sejmie. Odpowiedź na to ostatnie jest w miarę jasna i tak samo w miarę zabawna. Pamiętam, że tak samo, albo może i nawet bardziej zabawnie było jakieś trzy- cztery lata temu. Pamiętam jak dziś swój wielki zawód i obawę o losy ukochanej ojczyzny, kiedy to prezydentem został jeden z bliźniaków, a drugi przewodniczył wiodącej wówczas partii. Wszelkie obawy szybko jednak ustąpiły. Tak odległa polityka stała się czymś znacznie bliższym. Dlaczego? Bo stała się rozrywką. Wyśmiewanie i krytykowanie tamtejszego rządu było w modzie, było tematem programów satyrycznych i przyczyniło się do powstanie kilku. (Np. Szymon Majewski szoł, który kilka lat temu był trochę zabawny, a dziś jest tak samo żenujący, jak jego prowadzący).

Nie ukrywam, że to właśnie dzięki nagonce medialno- społecznej na pis i trendowi wyśmiewania polityków, sam polityką się zainteresowałem. Było zabawnie, śmiesznie, żenująco, ale ciekawie. Kiedy jednak taki stan utrzymywał się przez kolejne lata, śmiesznie, zabawnie i ciekawie być przestało- zostało jedynie żenująco. Ale dla mnie, wówczas przyszłego maturzysty z wosu, było już za późno. Przedmiot wybrany, nic się nie da zrobić, polityką interesować się trzeba.
I nie było już zabawnie. Wydawać by się mogło, że po czterech latach nie zrobienia niczego prócz kabaretu, politycy powinni zająć się swoją pracą. Niestety, moja ufność wobec ludzi znów mnie skrzywdziła. Naprawdę wierzyłem, że nowa partia może coś zmienić. Że zmienić się może postrzeganie sejmu jako szopki, którą się ogląda, ogląda, ale broń cię boże dotyka.
Dlatego też przygotowanie do matury z wiedzy o socjopatach wymagało nie lada poświęcenia. Włączając wiadomości i słuchając kłótni o krzesełka i miejsca w samolotach, byłem naprawdę zażenowany. Niestety, czułem przymus bycia zorientowanym w sprawach bieżących, ażeby nie dać się zaskoczyć przez cke… Jezu, jak się cieszę, że już nie muszę oglądać wiadomości. Przez następne cztery miesiące jedynie dwie rzeczy związane z polityka mogłyby mnie zainteresować: prezydent umierający na świnkę i legalizacja najtwardszego i najgroźniejszego narkotyku świata- trawki.

ahh i pozdrowienia dla Orwella, który jedzie do Afryki uczyć dzieci jak nie umrzeć z głodu ;)
disco bitch
We wrześniu się zaczęło… w październiku się rozwinęło, a w listopadzie było… to co było. Kiedy na jednej z tak zwanych domówek Łoter postanowił włączyć disco bitch, nikt z zebranych nie protestował. Ja także nie miałem nic przeciwko, pomimo tego, że to był mój komputer. Po prostu nie wiedziałem, że diso bitch stanie się hitem nad hitami, patronem każdej z imprez rozpoczynanych w domu, a kończonych gdzieś…

Tak tez było dziś. Pomimo braku kontaktu z Łoterem, Andrzejem i resztą ekipy obecnej przy odkryciu disco bitch, zabawa była przednia, serio. W końcu mamy już wykształcenie średnie, czy jakoś tak. Trzeba było to uczcić. Zaczęło się w szkole, a skończyło się w domu, jak to zwykle bywa, ehh.
Godzina 9:30, budzik wydaje swój charakterystyczny dźwiek, a ja staram się mu to uniemożliwić. Niestety, nie udaje się. 9:38 pobudka- i od razu mission impossible- śniadanie, mycie się i załozenie garniturowego uniformu, wszystko w 40 minut. Misja pozornie niemożliwa okazuje się być jednak całkiem wykonalną. grubo po wpół do jedenastej Maras i ja wchodzimy do szkoły. Po co? nie wiem. Nie dowiaduję się tego przez kolejne miliard minut.

Świadectwo ukończenia klasy pierwszej odebrałem we wrześniu następnego roku szkolnego- siła wyższa. Świadectwo ukończenia klasy drugiej odebrałem nie wiem kiedy- ponownie siła wyższa. Świadectwo ukończenie klasy trzeciej postanowiłem odebrać w terminie- od tak, zrobić sobie niespodziankę.
No i zrobiłem, ale niestety nie odbierając dyplom, tylko wychodząc na imprezę pożegnalną, a właściwie będąc na niej i z niej wracając. Ahhhaaa… aż chciałoby się napisać jak fajnie było, ale niestety nie wiem jak fajnie było było. To znaczy wiem, ale nie wiem jak można to w miarę jasno zilustrować.

Niestety cacao zostało przeze mnie ponownie odwiedzone, pomimo wcześniejszych zapowiedzi, że mój biały but już nigdy tam nie pojawi się. nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Gorączka sobotniej nocy ogarnęła mnie w piątek, dzięki czemu nawiązałem kontakt z osobami, z którymi kontaktu normalnie serio bym nie nawiązał- znaczy się nasz/mój wuefista aka nauczyciel wychowania fizycznego aka pe@%!. Na parkiecie wyglada całkiem poważnie i nie ma sie tu z czego śmiać, no chyba, że ktoś był tego świadkiem
A na pewno były trzy osoby, dla których jest wielki big up- Monika, Stefania i Bartek, którzy pomogli mi trafić do domu i w ogóle trafić tam, gdzie pojawić się powinienem.

edit: wszystkie inwersje językowo- stylistyczne (jak to ładnie brzmi, nie ma co) są przypadkowe i wynikają z faktu, że tekst powstał póóóźno w nocy i… ze zmęczenia, ta, zmęczenia. Braki w treści trzeba jednak uzupełnić.
a spring trip
W sobotę pojechaliśmy nad jezioro. Przywitać wiosnę i sprawdzić czy trawa naprawdę jest zielona. Ale to nieistotne… W niedzielę zostaliśmy wyzwani na pojedynek. Pojedynek w kosza. Pomimo braku jednego zawodnika- Orwella, który postanowił złamać sobie nogę w dwóch miejscach- rozgromiliśmy młodziaków przewagą trzech punktów. Ale to nieistotne… Nieważna jest też temperatura mojego ciała, grubo przekraczająca trzydzieści osiem.

Najważniejszy jest Taniec z gwiazdami- serio. Zawsze podchodziłem do niego dość sceptycznie, uważając wszystkich oglądających wątpliwie widowisko za…
Dziś wszystko się zmieniło. Jako że jestem dość ograniczony ruchowo, przejście z jednego pokoju do drugiego jest niemożliwe, podobnie jak sięgnięcie po pilota. Dlatego też obejrzałem któryś tam z kolei odcinek wspomnianego reality- szoł.
Dzięki ci Boże za to, że jesteś i czuwasz nad moją duszyczką. Będąc osobą głęboko wierzącą, wiem, że to on sprawił, że ujrzałem panią pogodynkę w niemalże samej bieliźnie, w moim odbiorniku TV. Ponieważ na tańcu nie znam się raczej wcale, nie wiem czy potrafi tańczyć. Wiem za to, że wygląda napraaawdę dobrze, podobnie zresztą jak kręci dupką. Pani Kasia S. też wygląda fajnie, mmmhm…

A tak na prawie poważnie, sobota nad jeziorem wcale nie jest nieistotna. To właściwie inauguracja sezonu ławkowo- plenerowego. Dość śmierdzących barów i zamulających domówek. Przenosimy się na dwór, otoczeni zielenią kontemplujemy przyrodę… dosłownie. (Albo na odwrót- otoczeni przyrodą, kontemplujemy zieleń- co kto woli) Niemalże czuje jej zapach i smak. Jak jednak głosi stare ludowe porzekadło, co za dużo, to nie zdrowo. Prawie sześciogodzinny meeting z przyrodą, przerywany jedynie dojazdem z punktu A do B i do C, w wiosennej kurtce, to pewnie główna przyczyna wysokiej temperatury mojego ciała. Ale to akurat naprawdę nieistotne. Zdolność do samoregeneracji najwyraźniej posiada nie tylko Wolverine, ale także i ja. Gorączka spada, a ochota na małą powtórkę tego, co tu niżej można zobaczyć w baaaardzo okrojonej wersji, wręcz przeciwnie.
zostaw komentarz